Dwa dni temu wróciłam z synem z oddziału chirurgii dziecięcej. Był to mój pierwszy pobyt z dzieckiem w szpitalu. Odebrałam to miejsce jak swoiste państwo w państwie, w którym jak w soczewce skupia się nasza mentalność, model relacji międzyludzkich, również podejście do dzieci.

Pobyt w szpitalu wymaga od dziecka o wiele większej współpracy niż w codziennym życiu. Musi podporządkować się nowym zasadom, znajduje się w nowym miejscu, wśród nieznanych ludzi, czuje niepewność, lęk, widzi wokół siebie cierpienie innych dzieci.

Jest to wyzwanie dla każdego dziecka. Dla tak zwanego „trudnego” dziecka jest to jednak wyzwanie podwójne.  

Dziecko, które do tej pory nie było w stanie spełniać poleceń dorosłego, napotka na poważne trudności podczas szpitalnego pobytu. Jeśli na co dzień rodzice muszą z nim toczyć boje o ubieranie się – niech nie liczą na to, że dziecko bez protestu przebierze się w fartuch przed wyruszeniem na salę operacyjną. U opozycyjnego dziecka może być problem dosłownie ze wszystkim – badaniem, pomiarem temperatury, pozostaniem na czczo, leżeniem w łóżku, nie wspominając o zabiegach typu zakładanie wenflonu czy pobieranie krwi, które związane są ze strachem czy bólem i nawet najbardziej współpracujące dziecko może po prostu nie dać rady (nota bene, na to akurat jest sposób – ja mojemu dziecku znieczuliłam rękę plastrem z lidokainą, po uprzednim uzgodnieniu tego z pielęgniarkami i podczas wkłuwania igły do żyły nie czuł żadnego dyskomfortu).

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że brak współpracy dziecka przekłada się bezpośrednio na to, jak będzie ono traktowane przez personel. Dzieci, które nie sprawiają kłopotu pielęgniarkom, mogą liczyć na pochwały, głaskanie po głowie, zainteresowanie z ich strony, serdeczność. Natomiast te trudniejsze traktowane są z niecierpliwością, narażone na przytyki i przeprowadzanie interwencji medycznych na siłę. Do tego często są obwiniane za ten stan rzeczy. Dorośli, nawet ci pracujący z dziećmi, ciągle utożsamiają dziecko z zachowaniem i nie potrafią – albo nie chcą – zrozumieć, że mały człowiek po prostu dąży do realizacji swoich potrzeb (na przykład uniknięcia bólu) wszystkimi znanymi sobie sposobami.

Żaden rodzic nie chce takiego scenariusza dla swojego dziecka. Co może zatem zrobić mama (tato, opiekun) opozycyjnego, niewspółpracującego dziecka, aby pomóc mu w takich sytuacjach i nie dopuścić do tego, aby było traktowane gorzej niż inni mali pacjenci ze względu na swoje trudności?

Przede wszystkim nie czekać, aż dojdzie do katastrofy w stylu „nasz pobyt w szpitalu był koszmarem, mały cały czas się wydzierał, nie dał się przebrać, uciekał z sali, wyrwał sobie wenflon, odmawiał przyjęcia lekarstw, nie dał się zbadać, lekarze siłą oddzierali go ode mnie kiedy trzeba było pójść na salę operacyjną, pielęgniarki miały do mnie non stop pretensje”.

Jeśli Twoje dziecko nie współpracuje do tego stopnia, że z trudem funkcjonujecie w życiu codziennym (na przykład odmawia ubierania się, wykonywania zabiegów higienicznych, wyjścia z domu, jedzenia, nie chce się kłaść spać, ma ataki niekontrolowanej złości, jest agresywne), zgłoś się do specjalisty. Nie czekaj, aż dziecko wyrośnie z tych zachowań, bo może się to nigdy nie zdarzyć. Nawet jeśli to „bunt dwulatka” (czasem nieco przeciągnięty do wieku na przykład czterech lat), to nieodpowiednie reagowanie dorosłych na te zachowania może sprawić, że będą się nasilać i utrwalać. Może się też okazać, że Twoje dziecko ma problemy rozwojowe – wtedy liczy się każdy dzień, im wcześniej rozpoczniecie terapię, tym lepiej. Jeśli specjalista nie stwierdzi u dziecka zaburzeń rozwoju, i tak należy pracować z trudnościami dziecka niezależnie od ich podłoża.

I co dalej? Czy zachowania trudne znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? I tak, i nie. Z własnego doświadczenia wiem, że dobrze poprowadzona terapia behawioralna i zmiana modelu wychowawczego potrafią zdziałać cuda, ale to wymaga czasu. Z drugiej strony, nie wszystko da się z dzieckiem wypracować.

Wtedy warto być po prostu szczerym. Wracając do przykładu szpitala – jeśli Twoje dziecko ma problemy ze współpracą, dasz mu szansę na bycie lepiej traktowanym i oszczędzisz nerwów także sobie, jeśli na samym początku porozmawiasz o tym z personelem. Powiedz im, jak jest, że szukasz dla dziecka pomocy psychologicznej, lub jesteście nią objęci, jeśli macie jakąś diagnozę, nie ukrywaj jej. Zapewnij personel medyczny, że może liczyć na Twoją pełną współpracę. Podpowiedz im, co może stanowić dla Twojego dziecka trudność, a co może ułatwić im wykonywanie obowiązków. To powinno wystarczyć, aby Wasz pobyt przebiegł możliwie jak najlepiej.

Taka sama zasada dotyczy wszystkich innych sytuacji, w których pojawia się prawdopodobieństwo, że Twoje dziecko będzie doświadczać trudności. Szczera rozmowa, uprzedzenie o problemach, wyjaśnienie, co pomaga, a czego unikać (na podstawie zaleceń od specjalisty), to najlepsze, co możesz zrobić dla swojego dziecka, aby nie narazić go na nieprzyjemności.

Czy zostawiasz je na warsztatach teatralnych, czy zapisujesz na naukę pływania, czy tylko zaprowadzasz na zabawę do kolegi z klasy, nie ukrywaj jego trudności – w ten sposób możesz doprowadzić do bardzo przykrych dla niego sytuacji.

Piszę ten artykuł jako mama dziecka z zespołem Aspergera, która sama praktykuje tę zasadę, chociaż coraz częściej zdarza się (jak podczas naszego pobytu w szpitalu), że wszystko idzie świetnie i dodatkowe wsparcie nie jest mojemu synowi potrzebne.

Jeśli chcesz lepiej mnie poznać i dowiedzieć się więcej o Wychowaniu przez wzmacnianie  – naukowej metodzie, dzięki której poradzisz sobie z codziennymi wyzwaniami wynikającymi z rodzicielstwa i poznasz przyjazne, skuteczne techniki wspierania samodzielności i współpracy Twojego dziecka, zapisz się na mój newsletter! Raz w tygodniu otrzymasz ode mnie e-mail z treściami dostępnymi tylko dla subskrybentów i będziesz na bieżąco z organizowanymi przeze mnie darmowymi i płatnymi wydarzeniami oraz promocjami. W każdej chwili możesz zrezygnować z subskrypcji. Prezentem za zapis jest darmowe szkolenie pt. Kolejność ma znaczenie, w którym przedstawiam prostą, naukową metodę wspierania współpracy dziecka w codziennych sytuacjach.

Jeśli artykuł zaciekawił Cię – zostaw mi swój komentarz!